Walka z żywiołem

10 VII 1997 – dzień przeklętych zniszczeń, a nawet śmierci na jednej z opolskiej wsi – Zimnicach Małych.
 

     Ludzie bardziej roztropni śledzili poziom wody Odry i ewentualnie zabezpieczali się przed najgorszym. Ci, co byli najbardziej zagrożeni, zostali też powiadomieni o ewentualnej ewakuacji.

    

     Już dzień przed powodzią we wsi zrobiła się panika. Niektórzy nie dowierzali, że może być groźnie. Już w wieczór i w nocy zrobił się ruch. Ludzie z końca wioski zaczęli się wyprowadzać. Swój dobytek, np. zwierzęta dawali do znajomych lub rodzin mniej zagrożonych i do obejść po PGR. Ale woda nie dawała za wygraną, najpierw dostała się do wałów, a potem zaczęła się przelewać na pola i zaczęła zalewać domy, zagrody, ulice. Była wtedy połowa nocy. Dzwony dzwoniły w kościele, żeby wszyscy wiedzieli, co się dzieje, a kto mógł, śpieszył się, aby pomóc.
 

     Można powiedzieć, że woda tak zalewała i rosła do godzin południowych. Zalane było prawie pół wioski, wszystko, co mieściło się na dole wsi. Nie można powiedzieć, jakie to były szkody. Zalane było przedszkole, kościół św. Franciszka, domy.
 

     Woda była w pokojach - u jednych mniej, a u drugich więcej. Ulice, przez które nie można było przejechać, bo woda była tak wysoko. Trwało to kilka tygodni, ponieważ woda powoli opadała. W części zalanej nie było prądu.
 

     Ludzie musieli być u znajomych lub zaprzyjaźnionych rodzin, bo ich domy nie nadawały się do mieszkania. Zalane były sprzęty, maszyny, meble, ubrania - wszystko trzeba było potem wyrzucić. Dużo rzeczy poszło z wodą. W ogródkach zniszczyły się kwiatki, warzywa, drzewa, które po jakimś czasie uschły. A na polach nic nie zostało.
 

     Na ulicy Chmielowej pozalewało całe obejście, stodoły, szopy, garaż. Dom należący do gospodarki miały około metra wody w pokojach. Część podwórka miała ponad metr.
 

     Jak woda opadła, ludzie mieli dużo pracy, sprzątania, remontowania. Długo trwało, zanim mogli mieszkać w swoich domach. Z innych stron Polski zaczęto przesyłać dary, wszystko, co by się przydało do życia: jedzenie, ubrania, sprzęt domowy, meble oraz pieniądze.
 

     Kto przeżył, na pewno nie chciałby mieć tego jeszcze raz. Powódź pokazała ludziom, jak ciężko stoczyć walkę z żywiołem.
 

Opracowała: Magdalena Lempka
Opieka merytoryczna: Jolanta Drwięga
ZS im.ks.K. Brommera w Zimnicach Wielkich 2010